Luke wskoczył przez okno do pokoju Shona gotowy już do szkoły,tym samym strasząc chłopaka.
-Matko Luke...możesz przestać wdrapywać się po naszym piorunochronie?-westchnął Shon kręcąc głową i uspokajając się po szybszym zabiciu serca.
-To przeprowadź się na parter,albo zamontuj drabinę.Drzwi są zamknięte.-odparł mu przyjaciel.
-Naprawdę?No cóż...chyba będę musiał nauczyć cię do czego służy dzwonek.-zakpił szatyn piorunując Luke`a wzrokiem.
-No widzisz?Szybciej jest się wdrapać niż zadzwonić dzwonkiem,czekać aż zejdziesz i mi otworzysz.-przekonywał kolegę drugi szatyn.
-Ale nie praktyczniej.Dobra,koniec tematu,bo nic z tego nie uzyskamy.Dziś pierwszy dzień szkoły..jak się czujesz?-spytał Shon sam czując się marnie i obawiając się dnia jaki ich czeka.
-Serio pytasz?Ręce mi się trzęsą,a nogi mam jak z waty.
-Dobrze,nie jestem jedyny.-uśmiechnął się lekko chłopak do przyjaciela,na co ten tylko przewrócił oczami,tak bardzo wolałby być dziś chory.Cały rok.A najlepiej mieć domowe nauczanie,ale nic z tego.Obydwoje się zebrali zarówno rzeczy jak i w sobie i wyszli już z mieszkania Shona idąc dość powolnym i niechętnym krokiem w stronę ich liceum.W budynku byli po 20 minutach i oczywiście twarze uczniów nie pokazywały,że cieszą się na ich widok,jak i twarze niektórych nauczycieli.
-Co Shon,jak w tym roku to rozegramy?-spytał go Luke idąc z nim przed siebie pod salkę gimnastyczną,bo za 30 minut miała się odbyć akademia.Na szczęście lekcje zaczynały się od jutra,to był choć jeden plus.
-Masz na myśli eliminacje do drużyny?Nie mam pojęcia..dużo ćwiczyliśmy,alee...nie na tyle,by mieć jakieś szanse.Może i nawet jesteśmy trochę lepsi niż w tamtym roku,ale zawodnicy pewnie też nie marnowali czasu,rozumiesz?
-Taa,chociaż nie chciałbym.-skomentował szatyn.
-Kolejna porażka,kolejne pośmiewisko..
-Hej,nie mów tak,jeszcze nawet nie spróbowałeś.Skąd wiesz?Może w tym roku będzie lepiej.
-Już odechciewa mi się próbować wiedząc jak na tym wypadniemy,może po prostu sobie odpuśćmy?
-Oo nie,nie,nie.Nie ma mowy.O czym marzymy odkąd jesteśmy w tej szkole?
-O dostaniu się do drużyny..-powiedział marnie Shon.
-Powtórz!-rozkazał jego przyjaciel,by dodać mu wiary i determinacji.
-O dostaniu się do drużyny.-powiedział to trochę pewniej chłopak.
-Zuch chłopak,więc co robimy?
-Nie odpuszczamy.
-Świetnie!Nie martw się Shon.W tym roku będzie lepiej.
-Skąd ta pewność?
-Bo mam plan.-uśmiechnął się przebiegle pod nosem Luke,stając i opierając się o ścianę,przy drzwiach do salki,jeszcze mieli chwilę czasu na rozmowy.
-Ooo nie,nienawidzę twoich planów.Zawsze mamy przez nie kłopoty.-zaczął marudzić Shon stając i opierając się o ścianę obok niego.
-Ale zawsze udaje nam się osiągnąć to,co chcemy,tak?
-Noo...tak.Ale kosztem czegoś.
-Zawsze trzeba coś poświęcić!Kto nie ryzykuje nie zyskuje!-próbował go nadal zmotywować Luke,koledzy z ich klasy należący do drużyny przypadkiem podsłuchali ich rozmowę,od razu roześmiali się słysząc,że mają jeszcze nadzieję na dostanie się do szkolnej drużyny.Podeszli do nich i cała trójka stanęła wokół nich otaczając ich tym samym.
-Co ja słyszę?Wy,dwa leszcze marzycie o miejscach w naszej drużynie?-zaczął kpić z nich Rydian,kapitan szkolnej drużyny.
-Każdy może brać udział w eliminacjach.-odpowiedział im odważnie Luke,doskonale grając,że się ich nie boi,chociaż był pełen świadomości,że mogą go łatwo połamać.
-Proszę,proszę.Ktoś tu przez wakacje nabrał pewności siebie,no ładniee.-zaśmiał się kapitan,a za nim jego dwaj koledzy z drużyny.-Słuchaj,pomogę wam.-powiedział po chwili,na co obydwaj nastolatkowie znieruchomieli zszokowani,tak jak i koledzy Rydian`a.-Ale musicie coś zrobić.To taki mały ,,rytuał przejścia``.Dziś w nocy obrzucicie dom trenera papierem i jajkami,przy mnie,bo nie wierzę Wam,to taki mały psikus,który dawno chciałem mu wykręcić.A jutro pogadam z trenerem,by wziął was do drużyny,pasuje?-zaproponował,na co cała czwórka bardziej się zszokowała i wbiła w ziemię,nikt z nich nie mógł uwierzyć,że Rydian-potężny kapitan drużyny,jak i ich częsty tyran chce im pomóc.
-Iiii dostaniemy się do drużyny tak po prostu?Bez żadnych eliminacji,ani nic?-spytał nadal trochę oniemiały Luke.
-Idziesz w tą umowę,czy nie?Ile jest procent szans,że dostaniecie się bez mojej pomocy,hmm?-zakpił chłopak stojący przed nimi.
-No niewiele..-przyznał mu niechętnie rację Shon.
-,,No niewiele``-powtórzył po nim słowa kapitan patrząc wyczekująca na Luke`a.Chłopak jeszcze zastanawiał się chwilę,czy przyjąć oszukańczą propozycję,czy w ogóle zaufać chłopakowi,ale długo to nie trwało i zgodził się na propozycję.W razie czego miał plan ,,B''.-Super,dziś o 23 pod szkołą,czekam pięć minut,nie więcej.-powiedział i wraz z kolegami odszedł.Gdy byli kawałek od siedemnastolatków jeden z kolegów Rydian`a zapytał go cicho:
-Mówisz poważne?Chcesz tych gamoni w naszym składzie?!
-Oczywiście,że nie półgłówki!Ale możemy ich nieźle wkopać,prawda?-uśmiechnął się przebiegle idąc dalej przed siebie.
Natomiast chłopcy nadal stali i przyglądali się miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stali chłopacy,nie mogąc uwierzyć w taki obrót sprawy.
-I co?Załatwiłem nam wszystko.-powiedział dumnie Luke.
-To był twój plan?!-spytał nadal zszokowany Shon.
-Niee,ale jak dostaje się cytryny,robi się lemoniadę.
-Uważaj,bo twoja lemoniada może mieć gorzki smak.Nie chcę ci ucinać skrzydeł,ale jeśli ktoś,a szczególnie trener nas na tym przyłapie nigdy nie pozwoli nam nawet przystąpić do eliminacji i urwie nam jaja,a ja nie zdążyłem ich ani razu użyć na dziewczynie.
-Spokojnie,Shon.Chociaż raz zostaw wszystko mnie,obiecuję ci,że w tym roku dostaniemy się do drużyny.
-Boję się zostawiać moje życie w twoich rękach..-przyznał szatyn,ale przyjaciel nie zdążył mu nic odpowiedzieć,bo zadzwonił dzwonek,który dziś nie świadczył o rozpoczęciu lekcji,a akademii,więc wszyscy zaczęli wchodzić i zajmować miejsca w salce...
Chłopcy wytrwali cały dzień,tylko dzięki temu,że byli dwie godziny w szkole,a nie dziesięć jak to będą mieli od jutra.Nadal byli zdziwieni jak hojnie potraktował ich Rydian i że nie kpił sobie z nich tak jak na co dzień,a nawet chce pomóc!Co za ,,miła'' zmiana?Postanowili oczywiście podjąć się ryzyka i przed 23 Luke wpadł do Shona,oczywiście znów oknem,bo czym by miał?Ale tym razem dobrze postąpił,bo mama Shona zapewne nie wpuściła by go o tak późnej porze.
-To co stary?Jesteś gotowy?Spakowałeś wszystko?-spytał go przyjaciel,stawiając swój plecak z ,,bronią'' na ziemi,by pokazać mu,co i ile zdobył.
-Wieesz Luke,ja chyba sobie odpuszczę..-powiedział niepewnie Shon.
-Że jak?!Nie stary,nie rób mi tego!Nie chcesz się już dostać do drużyny?
-Chcę,ale...to straszne oszustwo,poza tym to nielegalne i mówię ci,że jak ktoś się dowie,będzie po nas.No i czuję,że lepiej nie ufać Rydian`owi.
-Dał nam wielką szansę,nie chcesz zaryzykować?
-Znając życie,próbuje nas w coś wkręcić..Jak będziemy wiecznie tak iść na łatwizne nic nie osiągniemy.
-W naszym przypadku nic też nie osiągniemy sami się starając.Widziałeś nas.Jesteśmy fatalni..-westchnął smutno Luke rozkładając ręce i nie wiedząc zbytnio jak już inaczej przekonać kumpla.
-Skoro jesteśmy tacy źli,to po co w ogóle przystępujemy do tego?
-Bo to nasze marzenie!
-Może..powinniśmy poczekać jeszcze rok?Podszkolić się?
-Oh Shon....błagam cię!Nie marudź już tak,tylko chodź,proszę.Co mam zrobić,byś się zgodził?-spojrzał błagalnie na chłopaka,naprawdę mu na tym zależało,mimo,że nie był w to za dobry,ale chciał spełnić marzenie.Może grając z zawodowcami by się podszkolił?
-Niee,wybacz stary.Tym razem odpadam.-westchnął szatyn siadając na łóżku i zastanawiając się,czy podjął dobrą decyzję.Chciałby być w drużynie,bardzo,ale dzięki sobie samemu,a nie oszustwu starszemu kolegi.Dostając się do drużyny chciałby sobie udowodnić,że jest silny,że potrafi!A nie,że potrafi oszukiwać..
-No dobra...to chociaż chodź tam ze mną.-szatyn usiadł obok niego i chwycił delikatnie za ramię,jak to kumpel patrząc na niego z prośbą,chłopak nie mógł odmówić przyjacielowi,zwłaszcza,że zawiódł go już w tym,że mu nie pomoże.
-Zgoda.-pokiwał głową i wstał z łóżka zbierając się,ucieszony siedemnastolatek wykonał ruch ręką w geście zwycięstwa i również natychmiast wstał,bo nie mieli już za wiele czasu na gadanie.Rydian powiedział,że czeka pięć minut.Obydwoje biegli do szkoły i zdyszani stanęli przed nią rozglądając się,gdzie jest futbolista.Nie było go,przyszli za późno?
-Cholera!-wkurzył się Luke,bo już miał nadzieję,że im się uda,ale po chwili Rydian wyszedł zza drzewa podchodząc do nich powoli.
-No wreszcie,już miałem iść.-skomentował.-Przynieśliście rzeczy?
-Jasne!To idziemy?-spytał Luke idąc powoli w stronę drogi.
-E,e,e.Stój.Pójdziemy przez las.Tak będzie zabawniej.-uśmiechnął się przebiegle sportowiec.Nie dość,że chciał ich wrobić w wandalizm domu trenera,to przy okazji jego koledzy mieli w lesie nastraszyć chłopców,wszystko sobie uknuł.Chłopacy niechętnie pokiwali głowami i udali się za kolegą przez las.
W lesie panował mrok i chłód.Zaczynał się wrzesień i przychodziły mroźne noce,do tego w lesie nawet podczas lata potrafiło być chłodno.Wielkie drzewa rzucały na ziemię różne straszne cienie spowodowane blaskiem pierwszej kwadry księżyca,wiatr targał od czasu do czasu gałęziami,co spowodowało,że po lesie niosły się różne,straszne odgłosy uderzanych o siebie gałęzi.Do tego było wilgotno,kilka dni temu musiało podać.Shon od dłuższego czasu czuł,że coś ich obserwuje,od czego miał na całym ciele gęsią skórkę.
-Musimy iść tędy?Nie jest tu chyba za bezpiecznie.-powiedział niepewnie rozglądając się dookoła.Był cały zestresowany,naprawdę nie czuł się tu bezpiecznie czując,że coś od dłuższego czasu ich obserwuje.Nie spodziewał się jednak,że to może nie być człowiek..Bardziej przypuszczał,że to jakiś psychopata,ale nie,że to może być ogromny,czarny wilk mający prawie dwa metry wzrostu,a stał tylko an czterech łapach!Gdyby nie ten pysk można by pomyśleć,że to niedźwiedź!Bestia wyskoczyła gwałtownie z krzaków rycząc groźnie jak lew i oblizując kły.Jego ślepia świeciły się na złoto i przyglądały dokładnie całej trójce,Luke i Shon nie mogli się ze strachu ruszyć,byli cali sparaliżowani,co innego Rydian.Ten od razu nie patrząc na towarzyszy pobiegł przed siebie,by uniknąć starca z bestią,wtedy potwór rzucił się do pościgu,na co zareagował też Luke i również zaczął uciekać,tylko Shon był zbyt wystraszony,by mieć kontrolę nad ciałem i biec.-Shon,no co ty?Odbiło ci?!Biegnij!-do porządku przywołał go przyjaciel,że szatyn się ocknął,zanim wilk zdążył do niego dobiec i również zaczął biec.Cała trójka była tak przerażona,że nawet nie myśleli o tym,że to nie możliwe,by wilk był tak wielki,myśleli tylko o ratowaniu się,chociaż nie mieli zbyt dużej nadziei.Zdążyli już dojść w głąb lasu zanim bestia wyskoczyła zza roślin.Bardzo możliwe,że uknuła sobie to wszystko,by chłopcy nie mogli tak szybko uciec,a wilk zdążył ich zjeść.Po chwili nie mieli już gdzie biec,potwór zapędził ich w kozi róg,stali pod ścianą wzgórz,które były za wysokie i za śliskie od błota,by się wspiąć.Wszystkich troje oddechy były nieregularne,a w nogach nie mieli już siły.Nie przez bieg,ale przez paraliż ze strachu.Wilk podchodził do nich powoli szczerząc szeroko kły,po jeszcze kilku krokach chłopcy zauważyli,że zbliża się głównie do Rydiana.Luke mimo ogromnego strachu przed gigantycznym wilkiem zebrał się w sobie i pomału,by bestia skupiona na futboliście nie zobaczyła,podniósł z ziemi jedną z większych gałęzi.
-L-luke?C-co ty r-robisz?-szepnął do niego znów sparaliżowany ze strachu Shon przyglądając się tylko jak bestia pomału kroczy w stronę bruneta.
-Nie mam zamiaru tłumaczyć się na komisariacie,że mojego kolegę zabił ogromny wilko-niedźwiedź.-odszepnął tylko chłopak i wycelował w bestie gałąź,ale Shon chcąc go powstrzymać,by bestia nie zrobiła mu krzywdy podszedł szybko i wyrwał mu gałąź,tym samym przypadkowo sam w nią trafiając.Pomimo uderzenia w głowę ssaka wilk nie wzruszył się tym za bardzo i przekierował swój morderczy wzrok na chłopaka z kijem.Zaryczał głośno i machnął wielką łapą chcąc zadać cios szatynowi,co też mu się udało i cztery ogromne jak odłamki szkła pazury przeorały mu brzuch.Siedemnastolatek z bólem upadł na ziemię,Rydian wykorzystał szansę,że wilk zajmuje się kolegami i zaczął biec,chcąc uciec.Nie interesowało go to,że koledzy zaryzykowali dla niego życie,był tak przerażony,że po prostu bieg przed siebie nie zważając na nic i modląc się o przeżycie.Wilk obrócił gwałtownie głowę w jego stronę i warknął,miał się właśnie rzucić do gonitwy,ale Luke chciał pomóc przyjacielowi i gdy ,,czarny demon'' miał zacząć biec chwycił mocno jego ogon i przyciągnął,by nie dać bestii uciec.To było bardzo głupie z jego strony,mógł dać mu biec,sam by miał z Shon`em szansę uciec,zwłaszcza,że szatyn był ranny i wtedy mogliby wezwać pomoc,ale i tak chciał pomóc koledze,nie było czasu na racjonalne myślenie,trzeba było działać.Nie ważne jak,po prostu działać,nawet jeśli ryzykują życiem.Bestia ryknęła głośno z bólu i od razu obróciła się do chłopaka,go też od razu odpychając łapą i zadrapując,jednak Luke był w takiej odległości,że pazury nie zdążyły tak mu się wbić w ciało i rana nie była tak mocna ani głęboka.Chwycił się za zadrapane ramię odsuwając się gwałtownie do tyłu i powoli się zaczynając cofać,a bestia do niego zbliżać.Shon`owi udało się podnieść delikatnie i rozglądnąć,sprawdzając jak toczy się akcja,bo na chwilkę przez zadrapanie stracił przytomność.Zauważył,że wilk nadal nie odpuszcza i tym razem ma zamiar rzucić się na jego przyjaciela,więc mimo strachu i bólu obrócił się na brzuch i zaczął czołgać w ich stronę.Po drodze natknął się na coś,co może mu choć trochę pomóc,ostry kamień.Podniósł go z ziemi i gdy był blisko wilk wbił mu go mocno w udo,by uniemożliwić choć trochę dojście wilkowi do szatyna.Demon ponownie ryknął głośno z bólu i obróciwszy się do przerażonego chłopaka warknął mu głośno w twarz i mocno zacisnął ogromne szczęki na ramieniu.Szatyn krzyknął głośno z bólu nie mając nawet siły na odepchnięcie zwierzęcia,czy chociaż wicie się z bólu,poczuł tylko jakby setki kos wbijały mu się coraz głębiej w ramię i przebijały na wylot i czuł jak krew leje się z niego ciurkiem.Czarny ssak podniósł chłopaka i miotał nim na wszystkie strony,przez co szatyn jeszcze bardziej jęczał z bólu,czując jakby ramie wraz z ręką odrywało mu się od ciała.Luke dopiero po chwili zareagował,bo był zszokowany widokiem,który właśnie widział,ale gdy doszło do niego,że zaraz jego przyjaciel zginie podniósł się,wyrwał ostry kamień z uda wilka i wbił mu go w kręgosłup,by jakoś go powstrzymać.Udało mu się,bo wilk ryknął ponownie głośno wypuszczając tym samym chłopca z uwięzi i chcąc ponownie rzucić się na drugiego chłopaka za nim,skoro pierwszego udało mu się unieszkodliwić,ale tak jak chłopiec,zauważył latarki,co oznaczało,że schodziło tu się więcej ludzi,z którymi nie chciał już się cackać,nawet jeśli dałby sobie z nimi radę,poza tym nie wiadomo ile ich było.Mruknął tylko coś pod nosem zerkając na ugryzionego chłopaka i odbiegł z niewiarygodną prędkością jaką zauważył Luke w stronę chaszczy.A chciał zabić ich obu,nie dla pożywienia,ale widzieli już za dużo,cóż nie udało się i będzie to musiał jakoś naprawić.Chłopak zszokowany upadł na ziemię podpierając się na łokciach i patrzył zdruzgotany przed siebie nie mając pojęcia,co dalej zrobić.Był tak zdruzgotany,że nie pomyślał,by podejść do przyjaciela i powstrzymać krew,dopiero otrząsnęło go światło z latarek jakie zobaczył przy swojej twarzy,spojrzał w górę i ujrzał dwóch kolegów Rydiana,którzy mieli ich nastraszyć.Byli całkowicie zdezorientowani,bo chłopcy nie pojawili się w ustalonym miejscu i nie wiedzieli co robić,na szczęście ich znaleźli...
-Gdzie jest Rydian?-spytał jeden z nich.
-J-j-j-jaa,nie-nie wiemm...-szepnął roztrzęsiony szatyn.-O Matko,Shon!-podbiegł na kolanach natychmiast do przyjaciela i klęknął przy nim,patrząc na niego zszokowany i całkowicie bezradny,nie wiedząc,co robić.Chłopcy poświecili na niego latarką i dopiero zauważyli,że leży tu cały we krwi.
-O cholera,co mu jest?!-obydwoje odskoczyli jak oparzeni,a raczej przerażeni tym drastycznym widokiem.
-Pomóżcie mu.-spojrzał na nich błagalnie szatyn,nie mając pojęcia,co powiedzieć i jak to wyjaśnić.Futboliści przerażeni spojrzeli po sobie,no ale nie mogli go zostawić na pewną śmierć i podeszli niepewnym krokiem,by zaraz go podnieć i oprzeć sobie o ramiona.Jeden z jednej strony,drugi z drugiej.Przeszli tak z nimi cały las,wszyscy byli tak zszokowani,w przypadku Luke`a roztrzęsiony,że nie pomyśleli,by zanieść chłopaka do szpitala.Luke bał się pomyśleć,co się stało i w ogóle jakim cudem,a co dopiero mówić o tym na policji.Zanieśli go do jego pokoju i położyli na łóżku,a następnie nie wiedząc,ani co powiedzieć,ani jak to skomentować,ani o co zapytać,po prostu odeszli.Luke trochę uspokojony i ,,trzeźwy'' zajął się przyjacielem i opatrzył mu rany apteczką jaką znalazł w ich domu.
-Nie martw się,wyliżesz się z tego.Jutro pójdziemy do szpitala.-obiecał nadal mając nierówny oddech i przyspieszone bicie serca,po całej akcji jaka się stała.Sam nie wiedział jak to skomentować,bał się pomyśleć skąd ten wilk się wziął,lub czy jest ich więcej?Bał się pomyśleć o czymkolwiek z nim związanym,skoro był tak silny i wielki,by rozedrzeć ramię człowieka na strzępy,to mógłby bez problemu dostać się do ich domów.Luke położył ręce na głowę przerażony tą myślą i przez resztę nocy tylko czuwał nad przyjacielem,nie mogąc zasnąć,a po głowie chodziły mu różne,zabójcze myśli...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz